Jednodniowa wycieczka w tropiki


Nie lubię jesieni w tym roku. Jest sennie, zimno, wietrznie i deszczowo. Z braku słońca zrobiłam się marudna i nerwowa i nic mi nie odpowiada. Mimo, że jednodniową wycieczkę do Tropical Islands w Niemczech mieliśmy zaplanowaną już od dawna, to wraz ze zbliżającym się terminem wyjazdu, coraz bardziej nie chciało mi się jechać. Jak to w życiu bywa, im bardziej narzekam przed wyjazdem, tym bardziej udana wycieczka się szykuje. I ta zasada sprawdziła się tym razem w stu procentach :) Wycieczka była wręcz rewelacyjna i najchętniej za tydzień pojechałabym jeszcze raz :D 



Tropical Islands to park rozrywki położony 60 km na południe od centrum Berlina. Park został otwarty w grudniu 2004 roku i od tamtej pory cieszy się ogromną popularnością. W tym roku odwiedziliśmy ten park po raz pierwszy. Planowaliśmy wyjazd wcześniej, w lutym tego roku, ale zniechęciły nas wysokie ceny dojazdu pociągami i koszta biletów. Dlatego zdecydowaliśmy się na wycieczkę zorganizowaną przez Miejskie Centrum Informacji i Turystyki w Piekarach Śląskich. Cena za przejazd to tylko 115 złotych od osoby plus bilet kombi do Strefy Tropikalnej i Strefy Saun za 35 Euro. 



Po kilkunastu minutach od wejścia do Parku przestałam marudzić, bo widoczki przypominały mi te, które widziałam latem na Fuerteventurze. Do gustu przypadły mi zwłaszcza te urocze flamingi, identyczne były na Fuerte w Oasis Park :) Poczułam się więc bardzo swojsko i nabrałam ogromnej ochoty na zrobienie mnóstwa zdjęć :) 





Mimo sporych tłumów, po krótkim czasie udało nam się znaleźć miejsce. Czysta i dosyć ciepła woda nie zachęcała jednak do leżenia i odpoczywania, więc zostawiliśmy rzeczy i ruszyliśmy do wody. Z podekscytowania zapomnieliśmy nawet wykupić wi-fi. W Tropical Islands na wejściu dostaje się zegarek z numerkiem szafki i potem wszystkie wydatki nabija się na ten numer. Nie lubię takich rozwiązań, bo tracę kontrolę nad wydatkami dosyć szybko. Całe szczęście czytniki, żeby sprawdzić ile musimy zapłacić przy wyjściu są łatwo dostępne. Trzeba jednak pamiętać, by kontrolować wydatki. W parku płaci się nawet za kubek do kawy, więc czasami można się zdziwić. 


Skoro ostatnio czytałam tak wiele o strefie komfortu, to w końcu pora działać. Jak wiadomo życie zaczyna się poza strefą komfortu, więc zdecydowałam się pokonać mój strach przed wodą :) Oki, oki, musiałabym chyba przewrócić się w basenie, żeby się tam utopić, ale przecież wszystko może się zdarzyć :D :D W każdym bądź razie wyszły świetne fotki :D 


Większym wyzwaniem był lot balonem, bo mam paniczny lęk wysokości. Wisieliśmy sobie w powietrzu tylko 10 minut, ale dla mnie było to jak półgodziny :D Żeby nie myśleć o wysokości, zaczęłam wpatrywać się w górną część kopuły i robić listę niezbędnych mi i potrzebnych pamiątek do przywiezienia. Nic jednak nie przebije tego uczucia ulgi, kiedy zorientowałam się, że balon zaczyna opadać w dół. Ufffff... Lot balonem nie jest w cenie biletu i trzeba za niego zapłacić ekstra 14 Euro od osoby za 10 minut. Tą kwotę też nabija się na zegarek. 


Przyjechaliśmy na miejsce około 13 i niestety już od godziny 16-tej zaczynało się robić ciemno. W parku nie ma dodatkowego oświetlenia, więc robi się klimatycznie, ale trochę brakowało mi światła. Nie za bardzo lubimy leżeć bezczynnie, więc kiedy zaczęło nam się nudzić poszliśmy pooglądać domki do wynajęcia i zobaczyć, co ciekawego mają w sklepikach. Pamiątki były identyczne jak na Fuerte :D 







Mimo, że w balonie obiecywałam sobie spore zakupy, nie miałam zbyt wielkiej ochoty na figurki, świeczki czy inne drobiazgi. Zniechęcały mnie ceny, bo podobne rzeczy można dostać w Polsce płacąc czterokrotnie mniej. Kupiłam więc tylko trzy Mason Jars, z których będę pić smoothie i przy okazji zmobilizowałam się do przygotowania wreszcie pierwszego posta do działu kuchnia na blogu :) Zdjęcia tych słoiczków ukażą się więc wkrótce wraz z przepisami. 


Im ciemniej się robiło, tym bardziej plaże pustoszały. Przenieśliśmy się wtedy do Strefy Saun, ale głównie po to, żeby odpocząć. W Strefie Saun większość atrakcji dostępna jest tylko pod warunkiem, że skorzystamy z nich nago. Nie mieliśmy ochoty tam paradować bez ubrania, więc ostatnie cztery godziny pobytu spędziliśmy na rozmowach i nic nie robieniu. 


Przydało się zrelaksować i odpocząć przed podróżą, bo była dosyć męcząca. Wyjechaliśmy o północy, a po gorącym klimacie tropików było mi zimno podczas drogi i niewygodnie. Całe szczęście dospałam dzisiaj w domku, a humor mam w dalszym ciągu znakomity. Wyjazd był rewelacyjny i jeżeli będzie jeszcze w ofercie to z pewnością się ponownie wybierzemy :) Przy okazji cieszę się, że wróciłam do tematyki wycieczek na blogu, bo bardzo mi tego brakowało :) Tak więc same plusy :) 
Share on Google Plus

About Aneta Łukasik

Cześć:) To ja, autorka bloga. Blogowanie to moje hobby, ale zajmuję się tym od niedawna, dlatego mam prośbę :) Jeżeli przeczytałaś/łeś post, to proszę zostaw komentarz. Wszystkie wskazówki i porady są dla mnie bardzo cenne :) Z góry dziekuję :)
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze :

Prześlij komentarz