Zjawa - oscarowy kit


Opis na filmwebie jest oszczędny, ale zachęcający: Hugh Glass szuka zemsty na ludziach, którzy zostawili go poważnie rannego po ataku niedźwiedzia. Zwiastuny są tak zmontowane, że zapowiadają ciekawą, pełną dramatyzmu historię jednostki walczącej o sprawiedliwość w niesprzyjających warunkach. Spodziewałam się więc wartkiej akcji, sporej dawki emocji, pięknych zdjęć i świetnych ról aktorskich. I jak to mówi znane powiedzenie, obiecanki cacanki a głupiemu radość. Naprawdę czuję się jak idiotka, że wydaliśmy ponad 50 złotych na ten przereklamowany obraz. Nie warto... 




Pierwsze wątpliwości pojawiają się już na początku filmu. Nie czytałam szczegółowego opisu, licząc na to, że podczas seansu nie trzeba będzie się domyślać najważniejszych informacji. Niestety w trakcie odpaliliśmy neta, żeby sprawdzić w jakich latach i na jakim terytorium dzieje się akcja. Mogłabym o tym zapomnieć, gdyby szybki rozwój wydarzeń skierował uwagę na ciekawsze wątki. Ale nie. Akcja wlecze się, a wręcz czołga jak tytułowy bohater, logiki brakuje w kluczowych dla fabuły momentach, dodatkowo nudna całość jest przeplatana jakimiś niezrozumiałymi wizjami z przeszłości. Tylko, że one nic widzowi nie mówią, bo nie wiemy jakie były jego relacje ze zmarłą Indianką (żoną, nie żoną?). Znacznie ciekawsze jest dociekanie, jak to się stało, że umierający Leo nagle zyskuje tyle sił, żeby zacząć się czołgać. Co więcej zalicza kąpiel w lodowatej wodzie i nie dostaje hipotermii, potem spada z urwiska i ucina sobie drzemkę we wnętrzu konia... Raj dla oka. Nie wspomnę już, że aktorzy, na których powinien opierać się film (di Caprio i Hardy) są wizualnie tak odrażający, że często zdarzało mi się odwracać wzrok. Nie były to role ich życia. Z wielkim trudem udało nam się wytrwać do końca tej dwu i pół godzinnej męczarni, inni widzowie nie byli jednak aż tak cierpliwi i kilka osób wyszło znacznie wcześniej. 



O czym jest ten film? O niczym. Za to miał być o: 1) walce człowieka z zachwycającą, ale bezwzględną naturą, 2) zemście na mordercy syna, 3) konflikcie pomiędzy białymi a Indianami. Jednak żaden z tych wątków nie został zaakcentowany, możemy się tylko domyślać, który z nich miał być głównym. Nie potrafiłam natomiast oprzeć się wrażeniu, że "Zjawa" została nakręcona, by Leo wreszcie dostał wymarzonego Oscara. Nie ożenił się, dzieci nie ma, starzeje się, choć jego partnerki - modelki są coraz młodsze, dajmy mu małego złotego kolegę na pocieszenie. I to za rolę, która z pewnością nie jest jedną z lepszych w jego karierze. Mogli mu przynajmniej jakieś dialogi napisać, a nie jakiś niezrozumiały bełkot. Ale konkurencji w tym roku brak, więc pewnie usłyszymy: "And the Oscar goes to... Leonardo di Caprio"  

Na koniec muszę jednak oddać sprawiedliwość twórcom "Zjawy", ponieważ wielu widzów jest zachwyconych filmem tak mocno jak ja jestem nim zawiedziona. Nie wiem, co takiego ujęło innych, ale skoro są takie opinie, to jedyną opcją jest wybrać się do kina i samemu sprawdzić. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie będziecie żałować tego wyboru tak bardzo jak ja ;)  Poniżej tradycyjnie trailer :) 

Ogólna ocena:2/5 



Share on Google Plus

About Aneta Łukasik

Cześć:) To ja, autorka bloga. Blogowanie to moje hobby, ale zajmuję się tym od niedawna, dlatego mam prośbę :) Jeżeli przeczytałaś/łeś post, to proszę zostaw komentarz. Wszystkie wskazówki i porady są dla mnie bardzo cenne :) Z góry dziekuję :)
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze :

Prześlij komentarz