Mania ozdabiania - jak rozpoznać tę chorobę?


No i dopadło mnie szaleństwo decoupage. Wycinam, przyklejam, maluję i cieszę się absurdalną ilością własnoręcznie ozdobionych pudełek, chusteczników i skrzynek. I pomyśleć, że rok temu, kiedy zaczynałam się interesować tą techniką, nie miałam pojęcia jakie kupić pędzle, farby i do czego służą kleje i lakiery. Moja wiedza w zakresie potrzebnych materiałów jest obecnie znacznie większa, a wszelkie niedostatki zostały całkowicie zrekompensowane przez nagły zapał, który nagle we mnie wstąpił i nie chce odejść. Jeżeli ktoś z Was również zajmuje się rękodziełem i zauważył/a niepokojące zmiany w zachowaniu i życiu codziennym, to być może również zapadliście na rękodzielniczą manię. Symptomy tej choroby są następujące.

1. Obsesyjne myśli
Rano wstaję z myślą o tym, co ozdobię i pomaluję wieczorem. Godziny w pracy mijają zdecydowanie zbyt wolno. Od czasu do czasu zerkam na fejsa i zazdroszczę tym, którzy dysponują większą ilością czasu w ciągu dnia i publikują zdjęcia swoich prac. Życie jest takie niesprawiedliwe! Całe szczęście jest kanał Inspirello, który można sobie włączyć podczas przerwy w pracy i zebrać pomysły potrzebne do własnej twórczości. Kilka zdjęć obejrzanych prac też sobie na wszelki wypadek zachowuję na pulpicie, no i oczywiście wyszukuję ciekawe profile na Instagramie. Inspiracji nigdy za wiele ;) 

2. Zapominanie o obowiązkach
Kiedy wreszcie przychodzi wieczór i mogę malować, czas płynie tak szybko, że z niedowierzaniem zauważam, że już druga w nocy i żeby przespać co najmniej pięć godzin, muszę natychmiast iść do łóżka. Rachunki mam niezapłacone, lodówka świeci pustkami, została tylko odrobina kawy i kilka torebek herbaty. Rodzina narzeka na to, że ciągle trzeba mi przypominać o sprzątaniu, gotowaniu i innych codziennych obowiązkach. Całe szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy pomarudzą, ale potem nadrobią zaległości za mnie :D A ja mogę dalej ozdabiać  :D :D 

3. Wieczna potrzeba kupowania
Normalna kobieta nie ma się w co ubrać i nigdy nie pogardzi nową sukienką czy parą butów. Uzależniona dekupażystka nie ma nigdy odpowiedniej ilości pędzli, farb, szablonów i past strukturalnych. Regularnie sprawdzam czy w pobliskich sklepach plastycznych nie ma przypadkiem nowej dostawy. Codziennie przeglądam znane mi sklepy internetowe oferujące nie tylko farby i lakiery, ale również przedmioty do dekorowania. W domu już nie ma ani jednej rzeczy, którą można by ozdobić. Niedługo chyba wezmę się za torebki i buty ;) 

4. Bałagan
Nie mam miejsca na stole, by zjeść obiad, co jest nawet pozytywne, bo muszę schudnąć :) Zamiast nowych ubrań kupuję serwetki, ale to nie szkodzi, bo akurat nie przywiązuje wielkiej wagi do tego, jak wyglądam. Problem pojawia się, kiedy otwieram szafę i wypadają z niej kolejne paczki serwetek. Pędzle są dosłownie wszędzie, pokój wygląda jak po przejściu tornado. Najgorsze jest to, że wcale mnie to nie obchodzi i nie mam zamiaru tego ogarnąć. 

5. Obojętność na wszystko, co nie związane z decoupage
Nie ważne, że stan konta zmniejszył się o połowę. Nie jest też problemem, że zaczynają boleć mnie plecy i powinnam trochę odpocząć. Zamiast makijażu mam kilka kropel farby na nosie i na policzkach ;) Aha, i ręce już praktycznie myję w rozpuszczalniku, żeby zobaczyć z powrotem skórę... Te niedogodności są bez znaczenia. Najważniejsze jest dla mnie to, żebym zrobiła jak najwięcej pięknych pudełek i innych drobiazgów. Im więcej rzeczy robię, tym bardziej się uczę i daje mi to nieopisaną radość. Wewnątrz tak naprawdę się cieszę, że dopadło mnie to uzależnienie i nie zamieniłabym go na żadne inne, Dzięki decoupage mogę od czasu do czasu poczuć się jak prawdziwa artystka, rozwinąć kreatywność i świetnie się bawić. Wątpię czy jakikolwiek inny nałóg dałby mi te same emocje :)

Tym sposobem doszłam do podsumowania, że mania ozdabiania wcale nie jest taka zła. Ostatnio znowu na nią zapadłam, dzieje się tak cyklicznie co kilka miesięcy. Przez dwa, trzy tygodnie myślę wciąż o dekorowaniu. Kiedy już wykonam odpowiednią ilość rzeczy, to zazwyczaj jestem tak zmęczona, że odkładam pędzle na dłuższy czas. Aż do kolejnego ataku natchnienia ;) 
Share on Google Plus

About Aneta Łukasik

Cześć:) To ja, autorka bloga. Blogowanie to moje hobby, ale zajmuję się tym od niedawna, dlatego mam prośbę :) Jeżeli przeczytałaś/łeś post, to proszę zostaw komentarz. Wszystkie wskazówki i porady są dla mnie bardzo cenne :) Z góry dziekuję :)
    Blogger Comment
    Facebook Comment

8 komentarze :

  1. Kiedyś tak miałam :) ale odkąd skończyłam studia i zaczęłam pracować, to decoupage poszło na dalszy plan. Brak czasu po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś nie opuszcza. Wręcz przeciwnie, robię coraz więcej aż do całkowitego wyczerpania :D

      Usuń
  2. Ostatnio nie mogę wrócić do żadnej manii. U mnie to były dla odmiany robótki ręczne. Jeszcze wyszywanie krzyżykiem to jest trochę bałaganu, ale frywolitki to bardzo czyste zajęcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym też coś powyszywać, tego akurat nigdy nie próbowałam, ale raczej nie spróbuję. Jak by mi sie spodobało to musiałabym ograniczyć godziny snu do trzech na dobę :)

      Usuń
  3. Haha, znam to doskonale! Jak bym o sobie czytała. A te wszytskie akcesoria do decu dominują w mieszkaniu. Porządkuję, segreguję, a na drugi dzień znowu to samo. I tak naprawdę lubię ten stan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite, że ozdabianie drobiazgów tak wciąga... W sumie to nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć tego fenomenu. Ale wciąga i nie mogę przestać ozdabiać, w okresach natchnienia porafię wykorzystać każdą serwetkę :D :D :D

      Usuń
  4. Ja też mam tę chorobę, ale dotyczy ona blogowania.:) Objawy są takie same. Nie ma tylko kupowania. Za to jest bałagan, kiedy włącza mi się obojętność. :) Jeśli chodzi o decoupage, to jestem nosicielem wirusa, który jeszcze się nie uaktywnił. ;) Kiedyś dostałam w prezencie 3 pudełka, są cudowne, mam je do tej pory.Noszę tez wirusa haftu krzyżykowego, ale ten też jest na razie nieaktywny. Może i dobrze, bo musiałabym nie spać w ogóle. :) Ciągle mi siedzi w głowie Twój pomysł: doba + doba. Och, żeby to było możliwe.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak doba plus doba to byłoby idealne rozwiązanie. Na przykład dzisiaj miałam dla siebie w ciągu dnia całą godzinę :( Przyznam szczerze, że wolałabym mieć chorobę blogowania, a nie decoupage. Przede wszystkim blogowanie kosztuje znacznie mniej lub praktycznie wcale. Po drugie - łatwiej jest edytować nieudany tekst niż naprawiać nieudane próby decoupage :D Piszę te słowa w przerwie pomiedzy ścieraniem papierem ściernym nieudanej próby zrobienia spękań :D :D Niektózy twierdzą, że tego się nie da naprawić, ale ja jestem uparta!!! :D :D

      Usuń