Super wyjazd do Budapesztu!


Wciąż nadrabiam blogowe zaległości. Tym razem post o wycieczce sprzed miesiąca ;) Na weekend do Budapesztu pojechałam 12 grudnia i zaraz po powrocie przygotowałam notkę o odbywających się tam jarmarkach. O samym mieście też postanowiłam napisać, bo zachwyciło mnie i dołączyło do grupy moich ulubionych europejskich stolic. Wycieczka została zorganizowana przez Miejskie Centrum Informacji i Turystyki w Piekarach Śląskich. Koszt wyjazdu to 189 złotych plus 4000 forintów na bilety wstępu, przejazd metrem i rejs Dunajem. Żeby was nie zanudzać w poście nie wspominam wszystkich odwiedzoych miejsc, odnotowuję tylko te, które zrobiły na mnie największe wrażenie. 

Największym minusem weekendowych wyjazdów jest wczesne wstawanie. Udało mi się jakoś wygrzebać z łóżka o czwartej nad ranem, ale w trasie nadrabiałam zaległości. Z miejsca zbiórki wyruszyliśmy kwadrans po piątej, by dotrzeć na miejsce około 13. Po drodze mieliśmy dwie przerwy na śniadanko i na kawę. W trakcie jazdy przewodnik opowiadał ciekawostki o Węgrzech i Budapeszcie, ale przyznam, że całą drogę drzemałam. Potrafię spać po 12 godzin i nic mnie nie wybudzi. Całe szczęście jestem też uzależniona od kupowania przewodników, więc gdy brakuje mi jakiś informacji to po prostu sobie szukam i sprawdzam. 




Na wycieczkę wybrałam się z mamą, która ma ostatnio więcej ochoty na zwiedzanie niż ja. Po przyjeździe mieliśmy czas do własnej dyspozycji, który można było przeznaczyć na zakupy bądź zwiedzanie. Szybko kupiłyśmy salami i pasty węgierskie i udałyśmy się do znajdującego się nieopodal Muzeum Aquincum. Niestety muzeum jest nieczynne w porze zimowej, rzymskie ruiny można więc oglądać z daleka. O tym miejscu opinie są bardzo zróżnicowane. Niektórzy twierdzą, że muzeum jest ciekawe i koniecznie trzeba tam zajrzeć, inni, że jest wiele bardziej interesujących miejsc. Zdziwiło mnie, że jest tak długo nieczynne, praktycznie przez pół roku, a i same ruiny nie są zbyt imponujące. Chyba największe wrażenie robi fakt, że są już tam ponad 2000 lat. 



Jak to w każdej stolicy bywa, najwięcej czasu zajmuje przeciskanie się w korku. Udało się jednak dojechać na Górę Gellerta skąd podziwiać można piękne widoki. Nie przepadam za punktami widokowymi, bo dużo zależy od pogody. Jak widać na zdjęciach było mgliście i robiło się coraz ciemniej. To jest największy minus zwiedzania zimową porą, że dzień jest tak krótki. Za to wycieczki są fotograficznym wyzwaniem :) Trzeba się mocno nakombinować, żeby uchwycić jak najwięcej co jest samo w sobie bardzo przyjemne :) 


Zaletą wycieczek organizowanych przez Miejskie Centrum Turystyki jest duża ilość wolnego czasu. Pierwszego dnia ze względu na późną porę powrotu do hotelu, nie było możliwości zjedzenia tam żadnego posiłku, więc najpierw napadłyśmy na restaurację. Jedzenie jednak nie smakowało mi tak bardzo jak polskie posiłki, które nazywamy "węgierskimi". Widoczna na zdjęciu zupa to gulasz, który zamawiało większość klientów restauracji, więc i my się skusiłyśmy ;) Chciałam też spróbować placków po węgiersku, ale ku mojemu zdziwieniu okazało się, że Węgrzy takiego dania nie znają... Naprawdę nie wiem jak to możliwe... 



Niektórzy twierdzą, że Budapeszt jest najpiękniejszy nocą. W ciągu dnia też mi się podobał i moim zdaniem jest cudny przez całą dobę :) Co nie zmienia faktu, że następnym razem zaopatrzę się w lepszy sprzęt, by zrobić więcej nocnych zdjęć. Podczas wycieczki zorganizowanej niestety nie było takiej możliwości. 



Jak już wielokrotnie wspominałam, kocham historię i wszelkie historyczne miejsca zawsze cieszą się moim zainteresowaniem. Budapeszt pod tym względem zafascynował mnie całkowicie. Cudowne Wzgórze Zamkowe oferowało wiele atrakcji, między innymi znajduje się tam Muzeum Historyczne Budapesztu. Co prawda Wzgórze zostało mocno zniszczone w trakcie II wojny światowej, ale udało się je odbudować. Pod opieką węgierskiej przewodniczki ruszyliśmy, by obejrzeć wszystkie najważniejsze punkty i zwiedzanie odbywało się w dość szybkim tempie.  




Popularne powiedzenie przekonuje, że Polak i Węgier to dwa bratanki, ale w moim odczuciu nie ma w tym ani krzty prawdy. Kompletnie nic nie wiedziałam o Węgrzech i kiedy przewodniczka wymieniała kolejne nazwiska węgierskich postaci historycznych lub artystów, nie miałam zielonego pojęcia kim byli ci ludzie. Koniecznie muszę nadrobić te braki, bo kraj ten jest znacznie ciekawszy niż się spodziewałam. Zachowali odrębność kulturową i dlatego podczas wyjazdu, oglądając te niesamowite budynki i słuchając ciekawych opowieści, czułam się jakbym cofnęła się w czasie o jakieś sto lat. Obecnie jednak mamy znacznie więcej wspólnego z Węgrami niż kiedykolwiek wcześniej. Warto zainteresować się ich sceną polityczną i poczynaniami rządu, na którym wzorują się nasze "dyplomatołki". Tam demokracji już nie ma, my jeszcze mamy szansę. 



Ostatnim punktem zwiedzania była Baszta Rybacka, kolejne przepiękne miejsce. Autokar czekał na nas zaraz przy Baszcie, ale nikomu specjalnie nie spieszyło się, by odjeżdżać. W tym miejscu biegałam z aparatem jak oszalała, próbując zrobić jak najlepsze ujęcia. Wyjeżdżaliśmy o 14 w niedzielę, więc stosunkowo wcześniej, ale dzięki temu do Piekar Śląskich wróciliśmy około 23. 





Jak już wcześniej wspominałam, wycieczki zorganizowane zawsze są dla mnie wstępem do zwiedzania na własną rękę. W ten sposób potraktowałam również wyjazd do stolicy Węgier. Nigdy wcześniej tam nie byłam i prawdę mówiąc, nie miałam pojęcia, co warto obejrzeć w tym mieście. Teraz mam już znacznie lepsze rozeznanie i planuję pojechać tam jeszcze raz latem, na 7-10 dni. Chcę zobaczyć muzea, spacerować po słynnych budapesztanskich mostach oraz odbyć wycieczkę piętrowymi autobusami, które obwożą turystów po mieście. Chcę też zrobić nocne zdjęcia tego cudnego miasta, a zwłaszcza nocne panoramy z Góry Gellerta. Tak więc w momencie, kiedy wsiadaliśmy do autokaru nie byłam specjalnie smutna. Wiedziałam, że niedługo znowu zobaczę to miasto i powoli zaczęłam planować wakacyjne zwiedzanie. Tak więc stolicy Węgier nie powiedziałam żegnaj, ale do zobaczenia wkrótce :) I od razu humor mi się poprawił :) 
Share on Google Plus

About Aneta Łukasik

Cześć:) To ja, autorka bloga. Blogowanie to moje hobby, ale zajmuję się tym od niedawna, dlatego mam prośbę :) Jeżeli przeczytałaś/łeś post, to proszę zostaw komentarz. Wszystkie wskazówki i porady są dla mnie bardzo cenne :) Z góry dziekuję :)
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze :

Prześlij komentarz